Metodyki doskonalenia po ludzku. Odc. 1

0

Jeśli chcemy zastosować sensowne podejście do zrozumienia i przeprojektowania procesu biznesowego, to podejście to musi być powtarzalne, to jest możliwe do zastosowania wobec różnych przedsięwzięć i problemów procesowych, w każdej firmie, jak i w każdej branży. Bez względu czy będzie to centrum bankowości korporacyjnej w Warszawie, sieć prywatnych klinik stomatologicznych w Poznaniu, czy biblioteka miejska na Olsztynie.

Możliwość zastosowania danej metodyki procesowej w każdym przedsiębiorstwie czy instytucji publicznej, nie oznacza jednak przymusu stosowania. Można całkiem sensownie odkryć, rozebrać na czynniki pierwsze, po czym próbować stworzyć nową, słuszniejszą, ulepszoną wersję procesu biznesowego, bez sformalizowanej metodyki. I nie zawsze będzie oznaczać to gorszą jakość rezultatów projektu doskonalącego biznes.

Wbicie gwoździa czymkolwiek twardym i poręcznym (niech będzie to choćby orzech kokos), wtedy gdy nie ma młotka pod ręką może być równie skuteczne, jak samym młotkiem. To jednak nie znaczy, że mamy teraz do warsztatu zakupić skrzynkę orzechów kokosowych i zapomnieć o młotku.

Po jednej stronie mamy podejście skrajnie spontaniczne, sprowadzające się do tego, że każdy problem traktujemy tak jak nam podyktuje kaprys, czyli wg wzorca “hulaj dusza, piekła nie ma”: jest problem, to go rozwiązujemy w bez żadnych formalności, procedur, precyzyjnych budżetów, narzędzi. Jakoś to będzie. Jest to ryzykowne, choć bywa, że skuteczne podejście.

Z drugiej strony mamy świat, chyba równie stary co ludzkie chciejstwo, czyli rozwiązywanie każdego problemu przy użyciu metod standaryzowanych połączonych ze ślepą wiara w ich uniwersalną skuteczność. Jest to podejście nie tyle ryzykowne, co naiwne. Innymi słowy, chodzi o przyjmowanie uniwersalności tych metod bezapelacyjnie i traktowanie ich równie beztrosko. Przypomina to trochę kierowanie się na azymut i marsz na siłę po prostej linii, nawet jeśli obejście znacznie ułatwiłoby drogę.

To nie metodyki są złe same w sobie.

Tyczy się to nie tylko metod procesowych, ale także (przede wszystkim) projektowych, a właściwie powszechnych dziś metod zarządzania projektami, których niezwykła popularność zaczyna przyczyniać się spędzania snu z powiek pracowników (o czym powiemy innym razem). To staje się właśnie realnym problemem współczesnych przedsiębiorstw działających w Polsce.

To że funkcją młotka – w ogóle – jest uderzenie, a dzięki temu między innymi wbijanie gwoździ, nie musi oznaczać, że do wbicia pineski mamy używać młota pięciokilowego. Możemy go natomiast wykorzystać – jeśli nie mamy nic pod ręką – do innych celów, na przykład do w roli dziadka do orzechów. Kokosowych na pewno.

Mieszko Mateusz Sokołowski

PODAJ DALEJ:

O autorze

Comments are closed.