BPM – Trzeci Grzech Główny

0

Modelowanie wszystkiego co się da…

Na pytanie o to czy modelować wszystkie rodzaje procesów, wbrew pozorom i popularnym opiniom, wcale nie ma trywialnej odpowiedzi. Zakładamy często, że jeśli wszystko co robimy w organizacji jest mniejszym lub większym procesem, to w takim razie wszystko można przedstawić w formie modelu, składającego się ze skończonej sekwencji uporządkowanych czynności. Nie jest to zagadnienie czysto akademickie, bowiem od odpowiedzi na nie zależy w praktyce czy i jak głęboko utopimy się w szczegółach swojej pracy.

I wcale nie chodzi tu o to czy modelować najpierw procesy główne/kluczowe/podstawowe/operacyjne, a potem, zarządcze, czy też te z obszaru wsparcia.
Chodzi o problem innego rodzaju. Czy rzeczywiście każdy rodzaj pracy występuje w formie, która warto modelować, a jak warto, to czy się w ogóle da to zrobić?

Najpierw jednak odpowiedzmy sobie na pytanie co to znaczy modelować proces biznesowy? Najkrócej jak się da, można powiedzieć, że chodzi zaprezentowanie wybranego aspektu rzeczywistości biznesowej w formie graficznej, za pomocą ustalonego i ogólnie uznanego zestawu symboli. A czy chodzi o BPMN 2.0, 1.2, 1.1, 1.0, eEPC, FlowChart, czy prosty do bólu schemat blokowy, typu kwadrat, romb i strzałka – w tym momencie nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jakkolwiek by bowiem nie kombinować, to pracę w formie procesu biznesowego przedstawiamy w 99% jako zbiór powiązanych czynności i czy czynność jest reprezentowana przez kwadrat, prostokąt, znaczenia nie ma żadnego.
W skrócie, reprezentacja procesu biznesowego w formie modelu, to pokazanie życia w formie “kwadracików i strzałek”. Ewentualnie innych symboli. Tylko z pozoru jest to łatwa sprawa.

Życie jednak, zwłaszcza biznesowe, to nie tylko kwadraciki i strzałki. Life’s not just boxes and arrows. Tylko tyle i aż tyle. Jakby tak było, to można by każdy rodzaj pracy sprowadzić do formy uporządkowanej, powtarzalnej, systematycznej, skoordynowanej, skończonej, przewidywalnej. Doskonale ustrukturalizowna i ustandardyzowanana praca nie istnieje. Niech będzie, że istnieje, ale nie wszędzie.

Znane są opinie nawet wśród tak zwanych amerykańskich guru procesowych, że w sumie zamodelować da się wszystko. Prawda. Tyle że opinia ta jest nieścisła, bo sugeruje, że jakkolwiek by praca wyglądała (skomplikowanie, złożoność, nieprzewidywalność, chaotyczność), to praca ta jest zawsze możliwa do zaprezentowania w formie czytelnego, jednoznacznego, jednocześnie precyzyjnego modelu. Do tego w pełni zgodnego z rzeczywistością.

Tak dobrze to nie ma. Byłoby to zbyt proste (żeby nie powiedzieć prostackie) ujęcie zagadnienia. O tym czy modelować proces, czy nie – a raczej czy da się dany proces zamodelować – decyduje w sumie jedna sprawa – stopień powtarzalności pracy w procesie. Im większa, tym modelować jest łatwiej i sensowniej. Im mniejsza, tym podejście box and arrows staje się mordęgą.

I tu się zaczynają strome schody, po których musi wejść każdy analityk procesowy czy młodszy konsultant. Należy bowiem rozwiązać nierozwiązywalny problem w którym zadajemy pytanie o to czy wszystko jest w końcu powtarzalne, czy też nic nie jest nigdy powtarzalne.

Mieszko Sokołowski

PODAJ DALEJ:

O autorze

Comments are closed.